LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

Zacznijmy dziś kazanie jak romans przygodowy słowami Jeremiasza o strasznym przekleństwie:

"Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzewu na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście; wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną”.

Przeklęty – czyli taki, co sam z siebie robi głupka – jest ten, kto odwraca serce od Boga i bardziej ufa takim ludziom, którzy są przeciwnikami Boga. Odsuwanie się od pełnego miłości i mądrości Boga to jak naśladowanie krzaka, który woli zdychać na pustyni niż kwitnąć na żyznej ziemi. Oczywiście zwykły krzak nie może łazić tu i tam, żeby sobie rosnąć gdzie chce, dlatego nie może być mądry czy głupi, ale człowiek może.

Szukanie bliskości Boga przez człowieka jest jak dostarczanie wody roślinom. Taki człowiek znajduje pochwałę u Jeremiasza:

„Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją. Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi; nie obawia się, gdy nadejdzie upał, bo zachowa zielone liście; także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców".

Z tego wszystkiego nie wynika, że wszyscy ludzie są źli czy głupi; co prawda, zdarzają się tacy, do których najlepiej zastosować wskazówkę z Ewangelii: „wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”. Czyli są tacy, od których lepiej trzymać się z daleka, miejmy nadzieję, że to raczej wyjątkowa sytuacja. Z pewnością wielu jest ludzi dobrych i możemy z nimi dobrze współdziałać. Chodzi o to, byśmy sobie wzajemnie nie przeszkadzali, ale przeciwnie – pomagali – w dążeniu do Boga. Byśmy się dzielili tym, co mamy najlepszego.

Dzisiejsza Ewangelia mówi m.in. o błogosławionych ubogich, głodnych i płaczących, a kieruje „biada” wobec sytych, bogatych i zadowolonych z siebie. Popatrzmy na ten fragment w ten sposób, że ci pierwsi to są ludzie, którzy wiedzą, że ciągle im wiele brakuje, że nie tyle ciało, ile ich dusze ciągle są głodne i ubogie. Pragną pokarmu z nieba, pragną ludzkiej dobroci, pragną same okazywać dobroć.

A ci drudzy to tacy, którzy myślą, że niczego nie potrzebują – ani Boga, Jego miłosierdzia ani Jego łaski, nie potrzebują doskonalenia swojej duszy, bo już mają taką, jak trzeba, nie potrzebują słuchać innych, bo sami najmądrzejsi, nie potrzebują czynić dobra, bo niech każdy dba o siebie. I to są te głupie, dzikie krzewy na stepie, które nie widzą, że przychodzi do nas szczęście.

Uczmy się widzieć to szczęście w naszej relacji z Bogiem, a potem dbajmy o to, żeby go przybywało w naszych relacjach z ludźmi. Dotyczy to tych relacji, które już mamy i tych, których szukamy. Jak tyko jest okazja, szukajmy ludzi dobrych i mądrych, żeby się od nich uczyć. Nie zawsze jest to łatwe, ale trzeba próbować. Na przykład kościół, parafia, to miejsca, gdzie mamy dużo okazji do spotkań z dobrymi, porządnymi ludźmi, do dzielenia się swoją wiarą i innymi dobrymi rzeczami. Gdzie indziej też szukajmy wartościowych ludzi i jak tylko jest okazja korzystajmy z ich obecności.  

Człowiek jest to, jak mówił Arystoteles, dzoon politicon, czyli zwierzę społeczne. Potrzebujemy innych, oni potrzebują nas. Dlatego tak ważne jest, aby takie relacje rzeczywiście zaspokajały nasze potrzeby, pomagały nam dobrze żyć, a nie rodziły jakichś niepotrzebnych problemów. Szukajmy sposobów, żeby nasze różne spotkania przynosiły dobre owoce. Czasem nie trzeba od razu wiele zmieniać, żeby powoli szukać różnych korzyści dla nas i dla innych. Na przykład nieraz ludzie znajomi się spotykają i bez końca gadają to samo, zwłaszcza lubią narzekać na innych. A może by tak pomyśleć, co zrobić, żeby to narzekanie przestało być potrzebne, to znaczy, żeby się z innymi lepiej dogadywać, lepiej praktykować miłość bliźniego. Jak jest narzekanie, to niech będzie też szukanie sposobu na poprawę. Albo na to, żeby się pogodzić z trudną sytuacją i jak najlepiej robić swoje. Narzekanie niech będzie jak rozpalanie silnika i wrzucanie biegu, żeby ruszyć do przodu, a nie gnić w miejscu, jak jaki do szczętu popsuty pojazd.

Podobała mi się historia z jakiejś książki, gdzie pisali o pewnym plemieniu, które miało piękny zwyczaj, że wszyscy mieszkańcy wioski spotykali się przy ognisku i opowiadali o swoich ważnych sprawach, często o różnych przykrych zdarzeniach. Gdy kogoś coś gniotło, bolało, przeszkadzało, to mógł to wszystkim znajomym (bo w takiej wiosce to sami znajomi) opowiedzieć. Oni tego cierpliwie słuchali – jeden raz, drugi i trzeci. Jak zaczynał narzekać czwarty raz, żegnali się i wracali do swoich domków czy gdzie tam mieszkali. Wysłuchać, wesprzeć kogoś, kto się żali na swój los trzeba – ale i on musi się wziąć za siebie. Pomaganie bliźnim nie oznacza wspierania ich lenistwa duchowego, ale polega na dźwiganiu ich na wyższy poziom. Dotyczy to spraw duchowych, ale i całkiem ludzkich. Mały przykład.  

Uczę od lat logiki na kierunkach humanistycznych, czyli tam, gdzie na symbole matematyczne ludzie reagują nieraz jak na potwory wyłażące nocą spod łóżka. Jedno z najczęstszych pytań, to: na co mi to potrzebne. Z doświadczenia wiem, że tam, gdzie studenci sobie nawzajem pomagają, w ramach jednego rocznika, albo starsi pomagają młodszym, kolokwia i egzaminy przebiegają sprawnie i kończą się dobrymi ocenami, trafia się i bdb.

Pomagajmy sobie, ile potrafimy. Pamiętajmy też o słowach św. Pawła: „I bądźcie wdzięczni”. To też bardzo ważne. Bo inaczej to zrzucimy na innych swoje obowiązki i będziemy myśleć, że wspólnota polega na tym, że wszyscy mają się starać o to, żeby mnie było wygodnie. Prawdziwa wdzięczność to dostrzeganie innych, ich pracy, ich potrzeb i radość z tego, że sam mogę się do ich dobra przyczynić. Umiejmy dziękować, chwalić cudze dokonania i starania, rozmawiać przyjaźnie i z szacunkiem, liczyć się z cudzymi uczuciami i przekonaniami. Wtedy będziemy razem jak sad, o który troszczy się ogrodnik, żeby nie zabrakło w nim wody. A każdy i każda z nas będzie jak to drzewo, o którym mówi dzisiejszy psalm:

„[ono] wydaje owoc w swoim czasie.
Liście jego nie więdną,
a wszystko, co czyni, jest udane”.

Z Bożą pomocą żyjmy tak, żeby to, co robimy było udane – dla nas i dla innych. Amen.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież