LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

„Głos wołającego na pustyni” Dziś takie powiedzenie stosuje się często do kogoś, kto chciałby nauczać, pouczać czy w jakiś sposób dzielić się swoją wiedzą, ale nikt go nie słucha – jakby na pustyni wołał. Ale może mieć ono jeszcze inne znaczenie – oto głos wołającego na pustyni może być słyszany przez wielu ludzi, nie dlatego, że ma on jakiś wyjątkowo mocny głos, ale dlatego, że ci, którzy chcieli go słuchać, znaleźli go na pustyni, bo zrozumieli, że mówi to, co Bóg mu polecił. To jest głos, który woła tam, gdzie ludzie specjalnie przychodzą, żeby go słuchać. I gdzie nic w tym słuchaniu nie przeszkadza.

W Starym Testamencie pustynia była często miejscem spotkania Boga z ludźmi, nie tylko wtedy, gdy ci ludzie nie mieli lepszego sposobu, by wędrować z Egiptu do Ziemi Obiecanej, ale także wtedy, gdy specjalnie udawali się na pustynię, by z dala od zgiełku, w warunkach pozbawionych wielu wygód, lepiej skupić się na tym, co objawia Bóg.

Dziś kilka słów na temat życia rodzinnego, które trochę przypomina pustynię. Najbliżsi ludzie w swoim domu przebywają krócej lub dłużej ze sobą, oddzieleni od reszty świata. Rodzina jest z pewnością dobrym miejscem na spotkanie z Bogiem i z ludźmi.

Ale wiemy również, że pustynia bywała okazją do spotkania z szatanem i doświadczeniem kuszenia. Pamiętamy, jak szatan kusił Jezusa, żeby bez potrzeby, tylko dla posłuszeństwa szatanowi, pokazał swoją moc. Może warto pomyśleć, czy w naszych domach nie ulegamy podobnym pokusom. Czy nie chcemy pokazywać, kto tu rządzi, kto jest mocny – w gębie czy jeszcze bardziej nie daj Boże w rękach.

Takie kuszenie i każde inne to trudne doświadczenie, ale pamiętamy, jak bardzo Pan Jezus okazał swoją siłę i mądrość, gdy pokazał kusicielowi jego nieudolną przebiegłość i słabość jego przewrotności. Niech i dla nas życie w rodzinie będzie okazją do rozpoznawania różnych pokus, czasami dość podstępnych. Do Jezusa szatan mówił – jesteś Bogiem, ja ci podpowiem, jak najlepiej się tych pochwalić przed innymi. Usłyszał: wynocha! (tłumacze jakoś nieco inaczej to wyrażają, ale to nieistotne teraz). A czy w rodzinie nie pojawiają się podobne pokusy? Czy nigdy szatan nie szepce do ucha: przecież kochasz męża, żonę, dzieci i to ty wiesz, co dla nich najlepsze. Mają cię słuchać i się nie odzywać. Co ty wymyślisz, jest najlepsze dla nich i dla całego świata – tego i tamtego. Oczywiście, kto kocha, może mieć bardzo dobre pomysły, jak wspierać kochanego, ale też trzeba pamiętać, że sama miłość nie sprawia, że stajemy się nieomylni. Wciąż uczymy się kochać nie tylko po ludzku, ale i po Bożemu, czyli szukamy tego dobra, które znajduje pochwałę w oczach Boga.

C.S. Lewis w „Chrześcijaństwie po prostu” zamieszcza ciekawe rozważania o miłości. Pisze, że nie zawsze najlepszym sposobem jej praktykowania jest zastanawianie się nad naszymi własnymi uczuciami. Bo one są zmienne i nie zawsze najlepsze. Trzeba się modlić i rozmyślać, ale nie o sobie, lecz o tym, co PB do nas mówi, żeby być bliżej Niego i kierować się Jego zaleceniami. A jeśli już myślimy o sobie, to tak, żeby i na siebie popatrzeć jakby oczami Boga. Dlatego, gdy jest obok nas ktoś inny, to pomyśl sobie: co bym zrobił, gdybym naprawdę kochał Boga i bliźniego? Wtedy lepiej będziesz wiedzieć, co należy czynić, i nawet jak się nie uda, to przynajmniej lepiej ocenisz swoje zachowanie i jest szansa, że szybciej je poprawiasz.

Na pustyni – również tej rodzinnej – można też mówić dobre rzeczy; można je mówić, jak powiada Pismo Święte w proroctwie Ozeasza, do serca. Po cichu, spokojnie, jak do kogoś kogo się kocha, albo kiedyś się kochało i można pokochać na nowo. Owszem, czasem może i słusznie traci się cierpliwość, jednak trzeba pamiętać, że „w cierpliwości posiądziecie dusze swoje”, jak mówi Ewangelia, a również i dusze bliźnich są w cierpliwości bardziej dostępne. Przejawem miłości jest też łagodność. Takie cechy pomagają nam też zjednywać sobie ludzi. Aż przykro się nieraz robi, jak niektórzy ludzie bywają złośliwi wobec drugich, nie potrafią wysłuchać ani nic sobie powiedzieć. Twierdzą, że zależy im na dobrych stosunkach z innymi i chyba rzeczywiście im na tym zależy, a jednocześnie robią wszystko, żeby ich do siebie zniechęcić. To przykład prawdziwej głupoty, a może uwięzienia w zgubnym egoizmie.

Święty Paweł pisał w Liście do Filipian: „Modlę się o to, aby miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej i bardziej w głębszym poznaniu i wszelkim wyczuciu dla oceny tego, co lepsze ".

Niech to wyczucie i w nas się doskonali za pomocą modlitwy, wsłuchania się w słowo Boga i słowa ludzi, którzy są obok nas. Niech nam pomaga unikać niepotrzebnych gniewów, głupiego milczenia, obrażania się na cały świat, niech uczy mądrej łagodności i podobnych cnót.  

Nawet właściciele psów wiedzą, że trzeba się z nimi łagodnie obchodzić, mówić jak do dzieci, żeby były miłe i przywiązane.

Pamiętajmy rzecz oczywistą, że nasze stosunki z innymi zależą od tego, jacy oni są i jakimi my jesteśmy. Przypomina o tym takie opowiadanie (które ściągnąłem z cudzego kazania, ale czego się nie robi dla swoich parafian).

Pewnego dnia obok bramy farmy Jonesa przejeżdżał wóz z ludźmi, którzy przeprowadzali się do innego miasta. Farmer Jones był nastawiony przyjaźnie do każdego, zapytał więc ludzi, których zobaczył, dokąd zmierzają.

- Przeprowadzamy się z Johntown do Jamestown [to tak jakby z Lichenia do Lichwina – niech będzie…] - odpowiedzieli - Czy możesz nam powiedzieć, jakich będziemy mieli tam sąsiadów?

- A jakich mieliście w Johntown?

- Jak najgorszych - odpowiedzieli - Plotkarze, nieuprzejmi i obojętni. Cieszyli się, że się wyprowadzamy.

-  Takich samych znajdziecie w Jamestown - odpowiedział farmer.

Następnego dnia jakiś inny wóz z ludźmi, którzy również przeprowadzali się, przejeżdżał nieopodal i doszło do podobnej rozmowy. Ludzie ci zapytali, jakich sąsiadów znajdą w Johntown, a w odpowiedzi padło pytanie, jakich mieli sąsiadów w Jamestown.

- Jak najlepszych, tacy mili i wrażliwi, przeprowadzamy się ze złamanym sercem.

- Znajdziecie dokładnie takich samych w Johntown - odparł farmer.

Pewnie nie zawsze jest to aż takie proste, ale zdaje się, że praktykowanie miłości bliźniego naprawdę zależy od nas w o wiele większym stopniu niż się nam wydaje.

Posłuchajmy jeszcze raz głosu wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu – tą drogą chce On do nas przyjść, a z Nim przyjdą inni ludzie, a także my sami przyjdziemy do siebie, czyli staniemy się takimi, jakimi w głębi duszy naprawdę jesteśmy. Amen.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież