LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

Zbliża się koniec roku kościelnego i dlatego czytania mszalne odwołują się do „owych dni”, ostatnich, nazywanych czasem końcem świata. Jak to będzie wyglądać, trudno powiedzieć.  W kosmologii nawet wymyślili tzw. koncepcję wieloświata (multiwersum, metawszechświat, superwszechświat, multiwszechświat, ultrawszechświat), w tym i wszechświatów równoległych. Jak kto wie, o co tam chodzi, niech się cieszy, ale ktoś by się mógł zapytać, na czym będzie w tej sytuacji polegał koniec świata. Gdy się skończy nasz świat, to co będzie z tymi innymi, o ile istnieją? Albo kiedy nastąpi dzień końca świata. Odpowiedzieć na to też nie bardzo się da, bo dzień, jaki znamy, jest tylko na Ziemi, a w ogóle określanie czasu robi się w nauce dość tajemnicze.

Teraz zwróćmy uwagę na to, że w Piśmie Świętym znajdujemy dwojakie podejście do tego ciekawego zagadnienia. W jednych tekstach, tak jak dziś, są opisywane znaki i zapowiedzi czasów ostatecznych, ale w innym miejscu Jezus ostrzega przed udawanymi prorokami, którzy chcą zasiać panikę, mówi: „Powiedzą wam: "Oto tam" lub: "Oto tu". Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi!” Co więcej, właśnie w dzisiejszej Ewangelii słyszymy: „Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”. Cóż by to znaczyło? Przecież Syn Boży jest Bogiem i wszystko wie. Pewnie chodzi o to, że ten Syn przyszedł na Ziemię, by odkupić świat i objawić nieco więcej prawdy o Boskich sprawach, ale do tych spraw nie należy podawanie dokładnej daty końca świata. Naucza tak, jakby tego nie wiedział, bo to nie jest nam potrzebne do zbawienia. Może by nawet przeszkadzało w trosce o dobre życie.

Jest taka opowieść o św. Alojzym Gonzadze, młodym jezuicie. Pewnego razu podczas rekreacji, czyli wolnego czasu, Alojzy grał z kolegą w szachy, a inni coś tam robili. Jeden z nich wpadł na pomysł, żeby zapytać, co by zrobili, gdyby się dowiedzieli, że za parę minut umrą. Taki klerycki żarcik. Wtedy jeden mówi, że od razu by pobiegł do spowiedzi, drugi, że by się z kimś tam pogodził, trzeci kogoś by przeprosił, czwarty dobry uczynek spełnił itd. A wtedy pomysłodawca zwrócił się do Alojzego i pyta: - A co ty byś zrobił? Ten popatrzył na szachownicę, pomyślał i powiedział: - Pociągnąłbym wieżą. To taki ruch w szachach, o ile pamiętam. On nie bał się życia i śmierci się nie lękał, robił w każdej chwili, to co najlepsze. Oczywiście to tylko jedna historia, na pewno łatwo sobie można wyobrazić sytuację, gdy coś tam jednak należałoby zmienić w takiej sytuacji, np. gdyby kierował autobusem po jakieś drodze nad przepaścią.

Bo ogólnie rzecz biorąc, jest tak, że trzeba robić to, co w danej chwili najlepsze, ale też patrzeć na koniec, na cel, sens, wartość, efekty swojej pracy. Syn Człowieczy, Jezus, przychodzi do nas nieustannie i bardziej winniśmy się skupiać na tym, jak teraz go przyjmujemy niż, jak to będzie kiedyś. Gdy przyjdzie pora, spotkamy Go twarzą w twarz, teraz spotykamy Go poprzez wiarę. Jedno i drugie spotkanie ma swoje znaczenie, tylko jedno dzieje się teraz, a to drugie pojawi się jako owoc tych obecnych spotkań.

Uczcie się od drzewa figowego. Pogadam z ks. proboszczem to może zasadzi drzewo figowe na tej nowej działce… (albo lepiej napuszczę radę parafialną). Choć właściwie inne drzewa też mogą nas tego samego uczyć. Trzymajmy się jeszcze przez chwilę drzewa z dzisiejszej Ewangelii: „A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato.” Właśnie: nabiera soków i wypuszcza liście – ono nie wie, że lato już blisko, my to wiemy. I podobnie my teraz poprzez nasze modlitwy, uczynki i dobrze przeżyte chwile nabieramy soków duchowych, wypuszczamy liście dobrych słów, ale nie wiemy, kiedy przyjdzie lato, czyli bliższe spotkanie z Jezusem – najpierw to w chwili śmierci, potem drugie, na sądzie ostatecznym. Nie za wiele też wiemy o tym, co się będzie działo między tymi spotkaniami i potem. Bóg to wie, ale jak drzewo figowe nie potrzebuje informacji dotyczącej zmian pór roku i prognozy pogody, podobnie my nie musimy wiedzieć, kiedy się coś wydarzy w przyszłości, żeby teraz dojrzewać z każdą chwilą.

Dotyczy to całego życia oraz krótszych zadań, jakie sobie w nim stawiamy. Zastanówmy się, czy nasze plany, zamiary są słuszne i zapowiadają dobre owoce. Czy zależy nam na sprawach duchowych, religijnych, na wewnętrznym doskonaleniu siebie, miłowaniu Boga i bliźniego? Żeby jak porządne drzewo owocowe nie tylko sobie rosnąć, ale też dać owoce, które ludziom, aniołom i Bogu samemu smakować będą.

Pomyślmy jeszcze o tym, że drzewo, gdy rośnie i wydaje owoce, nie ogląda się dokoła i nie mówi – o, tam sosna rośnie i same szyszki daje – komu to potrzebne? Albo tam orzech rośnie i niby coś zielonego mu rośnie, ale w środku jakieś kamyki tylko. To co ja się będę męczyć? A figę dostaniecie! … tzn. nie figę, bo to drzewo figowe, czyli nic nie dostaniecie ode mnie. Drzewo tak nie robi – czerpie pożywienie korzeniami z ziemi i daje takie owoce, które jemu są właściwe. Nie osądza innych, żeby siebie usprawiedliwić z nieróbstwa.

Uczmy się i tego od drzewa. Nie osądzajmy innych po to, żeby siebie zwolnić z obowiązków i łatwiej usprawiedliwiać wady, grzechy i duchowe lenistwo. Niejaki Stephen Brown pisze, że jakiś F.B. Meyer powiedział: „Jeśli widzisz grzesznika, pomyśl sobie, że nie wiesz dwóch rzeczy: po pierwsze, nie wiesz, jak bardzo on starał się uniknąć grzechu; po drugie, jak wielkie pokusy musiał znosić. No i nie wiesz, co sam byś zrobił na jego miejscu”.

Wiadomo, że to sprawa delikatna, bo grzech trzeba nienawidzić, ale grzesznika miłować, a nie zawsze łatwo jest jedno od drugiego oddzielić. Nie wolno godzić się na zło, ale swój sprzeciw trzeba tak wyrażać, żeby z tego wynikało dobro, a nie jeszcze większe zło. Łatwe to nie jest. Pan Jezus między innymi przez swoje napomnienia dorobił się krzyża, my też czasami możemy odcierpieć troskę o prawdę i dobro. Ale tym bardziej starajmy się o to, żeby nie gniew nami kierował, zazdrość czy zwykła chęć szkodzenia innym, lecz pragnienie, by dobre, zdrowe owoce duchowe były udziałem wielu.

Bracia i Siostry.

Wiele by można dowiadywać się lub domyślać o „owych dniach”, o których mówi dzisiejsza Ewangelia, ale wystarczy teraz, że przypomnimy sobie słowa: „gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach”. Popatrzcie w swoje serca, popatrzcie na ołtarz i wiedzcie, że Jezus jest blisko, we drzwiach naszych serc. We drzwiach naszych spraw, planów, nadziei, naszego losu – obecnego i przyszłego. Pozwólmy Mu wejść. Amen.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież