LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

W Księdze Mądrości spotykamy domorosłych szatanów, którzy chcieliby sprawdzać Bożą moc:
„Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z rąk przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo – jak mówił – będzie ocalony".
Pamiętamy, jak szatan „kusił Pana Boga”, żeby doświadczył Hioba – Pan Bóg niby posłuchał szatana, ale przecież szatan był zwykłym narzędziem, Bóg dał Hiobowi możliwość okazania swojej wierności i pokazania innym, że wiara w Boga nie musi być szybko nagradzana tu na ziemi. Historia Hioba przeniosła wiarę na wyższy poziom.

Ale szatan nie ustawał, rozbestwił się na dobre, gdy podobnie chciał sprawdzać moc Jezusa w czasie kuszenia na pustyni – usłyszał: wynocha!
W Księdze Mądrości to ludzie bezbożni przyjęli rolę szatana. Nie tylko tam. I nam trzeba, byśmy słuchając ludzi zastanawiali się, czy to, co mówią jest zgodne z pragnieniami Boga, czy raczej jest pomysłem szatana. Są ludzie, którzy przejmują się wszystkim, co inni powiedzą, są i tacy, którzy w ogóle się nie liczą z tym, co inni mówią. Jedna i druga postawa jest niewłaściwa. A tak łatwo się pogubić, już Norwid pisał:
„Od Anioła do Szatana
Ta dziecina gnana, szczwana…”
To chyba powszechne doświadczenie: tak często nie wiemy, czy spotykając innych ludzi mamy do czynienia jakby z aniołami czy z szatanami. A gdy sami idziemy do innych też nie zawsze wiemy, czy robimy to jako aniołowie czy ich wredni koledzy (sprzed buntu). Jak sobie z tym radzić? Posłuchajmy zaleceń zmarłego 50 lat temu św. o. Pio. Oto fragment z jego życiorysu:
„Ojciec Pio w San Giovanni Rotondo został przewodnikiem duchowym prowadzącym wielu ludzi. Uważał ich za swoje córki i synów. Jako przewodnik duchowy wskazywał na pięć zasad wzrostu duchowego: cotygodniową spowiedź, codzienne przyjmowanie Komunii Świętej, duchowe czytanie, medytację i rachunek sumienia. Porównywał cotygodniową spowiedź do cotygodniowego sprzątania pokoju. Zalecał, aby dwa razy dziennie odbywać medytację i robić rachunek sumienia: raz rano – jako przygotowanie, by zmierzyć się z trudnościami dnia i raz wieczorem – jako spojrzenie w świetle łaski na przeżyty dzień. Na pytanie, jak praktycznie stosować wiedzę teologiczną, często odpowiadał swym znanym powiedzeniem: ‘Módl się, wierz i nie martw się’. Nauczał wiernych, by we wszystkim rozpoznawali Boga i pragnęli ponad wszystko pełnić wolę Bożą”.
Takie zalecenia są zbyt wymagające dla zwykłego wiernego, ale zawsze rozmyślanie, modlitwa, rachunek sumienia i inne duchowe ćwiczenia mogą pomagać w tym, byśmy pełnili wolę Boga swoimi uczynkami i słowami. Dlatego nawet w czasie modlitwy można nieraz zastanowić, czy to, co ja sam mówię do drugiego, bliskiego czy dalszego, pochodzi od anioła, czy od szatana. A nawet jeśli dobre, słuszne i pożyteczne, to jakim tonem jest powiedziane? Z jaką intencją – aby pokazać, że jestem mądrzejszy, czy ze szczerym pragnieniem naprawy czegoś, co może być naprawione.
Znawcy psychologii kontaktów międzyludzkich mocno kładą nacisk na to, że napominając kogoś w sprawie, która i nas dotyczy, powinniśmy zwracać uwagę bardziej na informowanie o naszych uczuciach niż bezpośrednio na ocenie, osądzie naszego rozmówcy. Wtedy jest większa szansa, że on to spokojniej przyjmie i właściwie zareaguje. No bo wtedy nie tyle upominamy, ile szukamy wsparcia dla siebie, szukamy zrozumienia. A to łatwiejsze niż przyjmowanie pouczeń. Poza tym, gdy napominamy, możemy się mylić, a ten, kogo upominamy, jeszcze częściej przypisze nam błąd. Natomiast gdy mówimy o sobie, to przecież sami najlepiej wiemy, co czujemy.
To chyba niezły pomysł, żeby w wielu sytuacjach właśnie pod tym kątem rozważyć nasze zarzuty i przedstawić je możliwie bezboleśnie, a skutecznie. Czyli nie tak, że żona mówi do męża: „A ty leniu śmierdzący, to nawet śmieci nie wyniesiesz!”, tylko tak: „Śmieci już trochę śmierdzą, a ja taka zagoniona jestem i kręgosłup mnie boli, stawy też nie najlepsze, do tego zimno dziś, jak wyjdę to się mogę przeziębić, złapać zapalenie płuc i kto obiad ugotuje?” Wtedy śmieci już dawno wyrzucone, a mąż jak heros, który ocalił rodzinę i kawałek planety. Dobra, to zmyślony przykład i pewnie mało realny, ale metoda może być całkiem niezła.
Następnie jeśli nam zależy, żeby ktoś bliski, wiedział, co czujemy, to trzeba to powiedzieć, bo tego raczej nie widać. Jak jedna żona pouczała męża, bo mu za coś tam nagadała i chodził naburmuszony, normalna rzecz. Ona mu wyjaśniła, że jak się złości na niego, to wcale nie chce, żeby on się obrażał i oddalał od niej, ale żeby ją przytulił i potem powiedział, co o tym myśli. Załapał, tak zrobił i było lepiej. Podobno.
Św. Jakub pisze w dzisiejszym 2 czytaniu: „Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz”. Dokonajmy na chwilę małej zmiany – modlitwa to rozmowa z Bogiem, ale rozmawiać trzeba i z Bogiem, i z ludźmi, więc ujmijmy to tak: „Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż nie mówicie. Mówicie, a nie otrzymujecie, bo źle mówicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz”. Nieco sztucznie to brzmi, ale jest w tym chyba ważna prawda – umiejmy rozmawiać z Bogiem, ale z ludźmi też. Pamiętamy słowa z orędzia wielkanocnego: „O, zaiste błogosławiona noc, w której się łączy niebo z ziemią, sprawy boskie ze sprawami ludzkimi”. Takiej łączności boskich i ludzkich spraw potrzeba nam nie tylko tam, gdzie Bóg-Człowiek jednał stworzenie z Bogiem, ale trzeba jej każdego dnia, w każdej sprawie, w każdym spotkaniu z bliźnim.
Uderzyły mnie słowa z Łk 17,3-4 „Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu! I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: "Żałuję tego", przebacz mu!» Najpierw pomyślałem sobie, że to raj dla grzeszników, bo nawet od bliźnich mają otrzymywać przebaczenie. Ale szybko zrozumiałem, że to raczej czyściec i to bardzo mało skuteczny. Jak często się zdarza, żeby winowajca uznał swoją winę i przeprosił pokrzywdzonego? Czasem nawet najbardziej oczywistą winę trudno komuś uświadomić.
Słyszałem historię, jak pewna starsza pani chciała przenieść się do domu żonatego syna, żeby spędzić ze swoimi resztę lat. Młodzi nie tylko się godzili, ale też szczerze zapraszali ją do wspólnego zamieszkania. Gdy pewnego razu wspólnie omawiali tę kwestię, synowa pewnie poczuła, że coś się w kuchni przypala i wyszła na chwilę. Zbyt długą chwilę! No i przepadło. Starsza pani uznała, że synowa jej nie chce. Ich znajomi doskonale wiedzieli, że było na odwrót, ale nasza bohaterka przez trzydzieści lat powtarzała wszystkim tę historię z kuchnią. Ktoś ją zapytał, czy ona zapytała synową o jej zdanie w sprawie wspólnego mieszkania. I usłyszał: „A po co!?? Przecież wszystko jasne!”
Ot, taka historyjka z dawnych czasów, ale może nam uświadomić, jak trudno się przyznać do niewielkiej nawet winy. Jak trudno się porozumieć w najprostszych sprawach. Chcesz rozmawiać z Bogiem, ale ucz się też rozmawiać z ludźmi. Skoro chcesz słyszeć głos Boga w swoim sumieniu, ucz się słuchać głosów ludzi, które dochodzą do Twoich uszu. W Księdze Mądrości bezbożni mówili: "Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny”. Nie dołączajmy do bezbożnych, nie róbmy zasadzek, przeciwnie, róbmy wszystko, by każdy nasz uczynek, każde słowo i gest służyły obronie i rozbudowie sprawiedliwości i dobra. Unikajmy niepotrzebnych kłótni i wojen, a spory prowadźmy tak, żeby pomagały poznać prawdę i wykorzystać ją dla dobra. Tym sposobem będziemy się stawać tymi, którzy – jak dzisiejsza Ewangelia mówi – przyjmują bliźnich w imię Jezusa, przyjmują więc Jego samego i Tego, który go posłał, Ojca. Także Ojca naszego. Amen.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież