LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

Dziś niedziela środków społecznego przekazu. To trudny temat i nie da się tak prosto wszystkiego załatwić, a dzięki temu to dobra okazja, żeby pomyśleć, pokombinować, poszukać dobrych rozwiązań, wyzbyć się złych nawyków, zwiększyć korzyści i zminimalizować straty. Czasem jak się mówi o środkach społecznego przekazu, to od razu, że to największe zło, kłamstwo, głupota i zbrodnia. Powoli. Już Pan Jezus głosił kazanie na górze, a innym razem z łodzi – jedno i drugie to rodzaj mediów ułatwiających kontakt z większą liczbą słuchaczy. W dawnych kościołach ambony były tak sprytnie budowane, żeby kazanie mogli słyszeć wszyscy zgromadzeni nawet w dużym kościele. Potem przyszła elektryka i elektronika, pierwszym papieżem, który korzystał z radia, był Pius XI (1922-1939), ten, który też potępił antyreligijny charakter komunizmu oraz ideologię hitleryzmu, który również przeniósł do Castel Gandolfo obserwatorium astronomiczne, a w Watykanie kazał założyć sanitariaty i centralne ogrzewanie. No i zawarł konkordat z Polską (1925). To wszystko i wiele innych rzeczy można się dowiedzieć z Internetu, więc i on nie jest taki zły.

Przeżywamy dziś ogromy rozwój środków przekazu, to coś w rodzaju eksplozji – telewizja, Internet, smartfony i inne urządzenia dają nam dostęp do ogromnej ilości informacji, obrazów, dźwięków, że każdy znajdzie to, czego chce – albo czasami na odwrót: to nas dopada jakaś mniej czy bardziej pożyteczna, a nawet i całkiem głupia rozrywka. Nie musi tak być, ale groźba popadnięcia w różne medialne nałogi jest dziś coraz poważniejsza. Z drugiej strony rośnie też szansa na dobre wykorzystywanie tych środków. Jakieś badania wykazały, że dzieci korzystające z komputerów rozwijają się szybciej od tych, które z komputerów nie korzystają – rzecz jasna pod warunkiem, że nie wpadną w złe komputerowe nałogi i nie zaczną zbyt wiele czasu poświęcać na nieprzydatne zabawy. Oczywiście tracenie czasu przy komputerze czy przed telewizorem nie jest zastrzeżone tylko dla młodych, można znaleźć babcie i dziadków uzależnionych od gier komputerowych, nie mówiąc o dorosłych. Czyli jest to po prostu okazja do uczenia się odpowiedzialności za właściwe korzystanie z czasu i możliwości, jakie daje nam dzisiejszy czas. Korzystamy z tych środków często po to, żeby trochę odpocząć. Dobrze, ale warto pamiętać słowa Pana Jezusa do Apostołów: „Odpocznijcie maluczko”, a nie byczcie się przez cały weekend, święta czy wakacje. Oczywiście praca zawodowa czy np. szkoła bywają dużym obciążeniem, ale przecież to nie znaczy, że poza nią już niczym nie musimy się przejmować.

Na pewno trzeba sobie zdawać sprawę z zagrożeń, jakie niesie niekontrolowane korzystanie z tego rozwoju mediów elektronicznych, a jednocześnie warto uczyć się sprawnego z nich korzystania. I nie zapominajmy, że niezależnie od tego, jakich sposobów używamy, przede wszystkim szukamy prawdy, dobra, piękna, które nas wywyższa, a nie poniża. W ogóle starajmy się wszystko robić tak, żeby to pomagało nam stawać się lepszymi, dobrze spełniać obowiązki, rozwijać swoje talenty, budować miłość. Oczywiście dbamy też o rozwój naszego rozumu, informacje, jakie trafiają do nas przez media, mogą nas czynić mądrzejszymi, choć też mogą ogłupiać, wiadomo. Trudno tu o jakieś proste wskazówki, komu wierzyć, a komu nie. Choć czasem prosty namysł wystarczy, żeby ocenić wartość informacji. Jakiś czas temu pojawił się na Internecie arytkulik, gdzie w tytule stwierdzono, że nasza pierwsza dama, czyli żona prezydenta, stała się „wielkim rozczarowaniem”. Ja się polityką nigdy nie lubiłem ani nie umiałem zajmować, ale to mnie troszkę zaciekawiło, więc rzuciłem okiem. No i się okazało, że p. Agata strasznie wszystkich rozczarowała, bo nie chciała popierać protestu kobiet domagających się poszerzenia m.in. praw do aborcji. Czyli wychodzi na to, że żona prezydenta nie ma prawa do własnych przekonań, zwłaszcza etycznych, i jeszcze musi od razu popierać tych, którzy walczą z władzą. A jak prezydent napisał, że  jego żona „robi to, co uważa za właściwe dla swojej roli i ma do tego PRAWO”, to napisali, że on broni jej decyzji. Niby nic wielkiego, ale też głupio brzmi – bo broni się winnych, albo o winę podejrzanych, a nie tych, którzy robią to, do czego mają prawo. To już trochę subtelny zarzut z mojej strony, ale używajmy swojej główki, gdy słuchamy lub czytamy tego, co inni nam podają.

Przy tej właśnie okazji warto zwrócić uwagę na media katolickie, także katolicką prasę. Dlaczego? Oczywiście najpierw dlatego, że jesteśmy katolikami, więc chcemy wiedzieć, co u nas się dzieje. Poza tym media te, nawet jak poruszają kwestie polityczne, ekonomiczne i im podobne, dają stosunkowo dużą szansę obiektywności, bo Kościół ma za zadanie bronić wartości chrześcijańskich i ludzkich i nie może się mieszać w politykę, co pewnie się mu udaje trochę lepiej niż innym mediom. No i oczywiście media te są dobrą pomocą w rozwijaniu wiary i pobożności, a to przecież zawsze jest ważne i potrzebne.

Korzystając z mediów nie zapominajmy też o budowaniu relacji z ludźmi, którzy żyją obok nas. I z nimi też trzeba się liczyć, do nich mówić, ich słuchać, ich kochać. Dbajmy też o to, żeby nasze różne spotkania nie były czymś całkiem innym od korzystania z mediów, czyli żeby były ciekawe, pożyteczne, miłe. Żeby były okazją do wymiany poglądów, dzielenia się pożytecznymi informacjami, czasami do prostowania zbyt skrajnych opinii. Taka historyjka mi się przypomniała sprzed lat. Jak się np. gadało o bliźnich z innych narodów, to wszystkim coś się dostawało, czy to Ruskie, Ukraińcy, Niemcy, a o Żydach to już szkoda gadać. A wtedy jedna dalsza ciotka opowiedziała ze dwa razy ciekawą historię sprzed wojny. Jakiś Żyd miał mały interesik i komuś z naszych pożyczył pieniądze w potrzebie. Jednak gdy przyszła pora spłaty, dłużnik nie bardzo miał z czego oddać, więc wierzyciel, czyli ów Żyd, podał sprawę do sądu, cóż miał robić. W dniu, gdy miała się odbyć rozprawa w mieście odległym o dość spory kawałek drogi (tak na oko jakieś 20 km) obaj wybrali się w drogę do sądu, Żyd furmanką, tamten piechotą. Oczywiście wyszedł wcześniej, więc furmanka go dogoniła, furman zobaczył swojego teraz już przeciwnika idącego na rozprawę i… zaprosił go na furmankę. Było jeszcze parę kilometrów, pogadali, dogadali się, gdy przyjechali na miejsce, powód wycofał pozew i potem sprawę załatwili między sobą ku zadowoleniu obu stron. Ot, taka historyjka z dawnych lat jako przykład tego, że dobra wymiana informacji i poglądów może nam pomóc w nieco lepszym, może czasem pogodniejszym spojrzeniu na ten świat.

Nie zapominajmy też o świecie przyszłym, nadprzyrodzonym, o tym, że nasze oczy, nasz rozum i serce mogą być zanadto przejęte sprawami tego świata, i wtedy, gdy kształtują je media, i wtedy, gdy sami nie dość dobrze nad nimi pracujemy. Żydzi wyobrażali sobie Mesjasza jako króla, zwycięzcę, zapomnieli te proroctwa, które zapowiadały jego cierpienia i prześladowania. Dlatego gdy Jezus zapowiadał swoją mękę i śmierć, Piotr wziął go na bok i zaczął pouczać, nawet upominać, że tak się nie mówi do wiernych uczniów, którzy oczekują zwycięzcy, a nie przegranego męczennika. I usłyszał Piotr bardzo surowe słowa: "Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku". Dlatego wsłuchani w Ewangelię, która jest najważniejszym środkiem przekazu między niebem i ziemią, przemyślmy tę kwestię, czy uczestnicząc – jako słuchacze czy mówcy – w przekazie bardziej społecznym czy bardziej indywidualnym, osobistym jesteśmy szatanami, którzy umieją myśleć tylko po ludzku i chcieliby czasem samego Jezusa upominać, czy też jesteśmy uczniami Jezusa, którzy potrafią otworzyć się na to, co przerasta nasze czysto ludzkie oczekiwania i kalkulacje i sprawia, że stajemy się tymi, którzy chcą iść za Jezusem i innych do tego zachęcać. Amen.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież