LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

Mamy dziś kolejną ewangelię o Eucharystii i czytania, które przypominają o tym, jak się do niej przygotować, jak uczynić ją szczytem i światłem naszego życia. Księga Przysłów i List do Efezjan zachęcają do mądrości, bo ona jest częścią wiary w Boga. Jest to dość ciekawa mądrość. W Starym Testamencie ziemskie powodzenie było często traktowane jako przejaw Bożego błogosławieństwa. Wiele wysiłku włożono w to, by w Księdze Hioba wyjaśnić, że cierpienie również może pochodzić od Boga i do Niego prowadzić. Jednak zwróćmy uwagę na to, że Hiob nie był obibokiem, ale zanim powiedział „Bóg dał, Bóg wziął, niech imię Jego będzie błogosławione”, pracował wytrwale używając właśnie tego, co Bóg mu dał, czyli swojego majątku i swoich sił. Później św. Paweł napominał:, „Kto nie chce pracować, niech też nie je”.

Ziemska zapobiegliwość jest tylko częścią tej mądrości, która czyni nas godnymi miana dzieci Bożych. Dbając o nasz ziemski los wykorzystujemy Boże dary, talenty, ale Bóg daje nam o wiele więcej, daje wiarę i nadzieję zabawienia, daje miłość – z „miłości jesteśmy i w miłość się obrócimy”, a teraz praktykujemy ją wedle swoich sił i mądrości. Podstawą mądrości i wyrastającej z niej miłości są przykazania Boże, które tworzą elementarną mapę naszego życia duchowego. Jest taka anegdotka o biskupie, który wizytował pewną parafię. Ks. proboszcz pouczał wszystkich, że ks. bp bardzo lubi, gdy mówi się do niego „ekscelencjo” i specjalnie ćwiczył to z dziećmi. Nauka dała efekty, bo gdy ks. bp w trakcie spotkania z dziećmi jednego chłopca poprosił o wymienienia przykazań Boskich, ten po wstępie począł głosić:

  1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną, Ekscelencjo.
  2. Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, nadaremno, Ekscelencjo.

Itd. Wesoła anegdotka, ale i prawdziwa – przykazania są dla każdej, dla każdego z nas osobno. Jak u ciebie z przykazaniami? Jak je zachowujesz? Co robisz, jak nie całkiem się udaje – czy się spowiadasz, próbujesz poprawić, czy zabiegasz o to, żeby „pole rażenia” Twoich grzechów było jak najmniejsze? By unikać zgorszenia, zachęcania do zła czy chwalenia się nim. Jak się nie potrafisz dogadać z sąsiadem czy zięciem, niekoniecznie musi o tym wiedzieć cała rodzina, wieś i pół Internetu. Dobro trzeba chwalić i rozgłaszać, zło chować w konfesjonale, a w życiu przykrywać wstydem. Zło, grzech, jest jak zaraźliwa choroba, nie trzeba chodzić i kichać zarazkami, ale iść do doktora, brać lekarstwa i wytłuc w sobie to paskudztwo, jak tylko się da. A nie zarażać innych.

 To też przejaw mądrości, bo jak – trzymajmy się ostatniego przykładu – nie dogadujesz się z bliźnim, to lepiej, gdybyś nie miał zbyt dużo pewności, że to on jest wszystkiemu winien, a ty czysty jak łza i grzeczny jak miłosierny Samarytanin. Teraz przytoczę opowieść -przypowieść z „Półbaśni” Tadeusza Nowaka –przypomniał mi się, bo miałem rekolekcje w Siedliszowicach i ostatnio zastępstwo w Zdrochcu, a pisarz urodził się w Sikorzycach koło Wietrzychowic, więc tamte okolice. Pozwolę sobie przytoczyć kawałeczki z jego książki, która wspomina dawne historie, ale w konwencji baśni, czyli opowieści z morałem, z zachętą do szukania mądrości w ludzkich losach i słowach.

„Rzecz babska

        - Jak chłop ma rozum - mówił dziadek Jakub - to i baba jego za głuptoka we wsi nie uchodzi. Bo z rozumem bywa tak jak z polem po ożenku złączonym. […] Nie powiem, bobym skłamał i język by mi do podniebienia przyrósł, żem Jantoskę moją od początku szanował, że szukałem z nią od dni naszych pierwszych, po ożenku wspólnych, tylko zgody. […]

I bywało tak z nami przez wiele, wiele lat. Cukru nam ciągle brakowało, chleba na przednówku [przednówek to koniec zimy i początek wiosny, gdy stodoła i komora już puste, a w polu jeszcze nic nie wyrosło, dziś nikt nie wie, co to jest, można co najwyżej porównać do niehandlowej niedzieli - ZW], czasem nawet soli, ale kłótni nigdy. Dopiero gdy ostatnie dziecko się nam urodziło, opuściły nas kłótnie. W każdym razie zdarzały się coraz rzadziej, zazwyczaj przy żniwach, kiedy nie wiadomo, w co pierwej ręce włożyć. Początkowo myślałem sobie, że te kłótnie nieustanne dzieją się za sprawą rozumu babskiego, wyostrzonego języka, gadatliwości niewstrzymanej. I było mi dobrze z tym pomyślunkiem, gdyż całą winę mogłem zwalić na przewrotność babskiej natury i byłem czysty w oczach swoich jako ta łza spływająca z niewinnej źrenicy. […] I jaśniała moja dusza, pływała jak w spadziowym miodzie, że jestem taki dobry, taki samarytanin cierpiący w cichości, w tajemnicy przed Jantoską, przed wsią całą i przed sobą samym, szykującym się, żeby wejść na ołtarze i na kapliczki przydrożne.
        Dopiero po ostatnim dziecku, które nam Jantoska urodziła, zaczęło mi we łbie świtać, że ona, połowica moja, towarzyszka żywota, też cierpi w skrytości i wlicza sobie te wszystkie nasze kłótnie i boleść po nich następującą jako cichy nieustanny pacierz, mający mnie, znarowionego buhaja, uratować, ocalić od potępienia wiecznego. To któregoś dnia, gdy naszego beniaminka ochrzciliśmy i wypiliśmy do kropelki jego zdrowie z jedynej butelki, gdy siedzieliśmy obok siebie, a przed nami w pieluszkach zrobionych ze starej koszuli leżał nasz ostatni syn, położyłem prawicę na skołatanej głowie Jantoski i powiedziałem do niej: Jantoś. I to jedno słowo, powiedziane przeze mnie jako żal, jako przyznanie się do przewiny, Jantoska moja pojęła tak, jak pojąć powinna. I od tej pory nigdy się już nie kłócimy, nie uciekamy od siebie, nie próbujemy w myślach utopić się nawzajem […]
        To chociaż się z Jantoską prawowałem słowem kłótliwym i uciekałem od niej, od jej babskiej jazgotliwości, i posądzałem ją o rozum mniejszy niż główka od szpilki, niż ziarnko piasku, na starość, kiedy się zrozumieliśmy, mam prawo powiedzieć, że nauczyłem ją mojego chłopskiego pomyślunku i ona też mnie nauczyła swojego, babskiego pomyślunku, który wcale nie jest inny od tego spod kapelusza”.

Niech tyle wystarczy, bo to w końcu świecka literatura, ale jak dobrze jest pomyśleć nieraz, czy ci, których uważamy za gorszych czy mniej mądrych, nie mają w sobie czegoś, czym mogą nas i innych wzbogacić. Dbajmy szczególnie o to, by nasze domy rodzinne przypominały ten dom, który zbudowała sobie mądrość, w którym można zawsze znaleźć życzliwość, wzajemne zrozumienie, rozsądek. Gdzie – jak zachęca nas św. Paweł w liście do Efezjan – ludzie tam mieszkający usiłują „zrozumieć, co jest wolą Pana”, i przemawiają do siebie „pieśniami pełnymi ducha”, są dla siebie mili i pomocni.

Gdy z takiego domu, gdzie dobroć, życzliwość, mądrość, rozsądek i inne cnoty są chlebem powszednim, pójdziemy do kościoła, na pewno łatwiej i głębiej zrozumiemy i z większą ochotą przyjmiemy Tego, który powiedział: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata".

B i S, wierzymy w Jezusa i Jezusowi i przyjmujmy jego Ciało, byśmy się stawali częścią tego świata, któremu On chce dawać życie – coraz pełniejsze, szczęśliwe, nieskończone. Amen.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież