LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

Przeżywamy dziś narodzenie św. Jana Chrzciciela. To również dzień, w którym jego ojciec Zachariasz odzyskał mowę. Jego kilkumiesięczne milczenie i dzisiejsze odzyskanie głosu niech będzie okazją do zastanowienia się nad wartością naszej mowy.

W słynnej powieści Jonathan Swifta pt. „Podróże Guliwera” bohater odwiedza dziwne miejsca zamieszkałe przez dziwne istoty, które w zamyśle autora w nieco przesadny, ale prawdziwy sposób reprezentują różne ludzkie cechy. Między innymi trafił Guliwer na wyspę, gdzie jej obywatele chodzili w towarzystwie służących wyposażonych w pałeczki. Służyły one do tego, żeby ułatwić komunikację między owymi obywatelami – gdy któryś mówił, służący uderzał go w usta, żeby mówiący nie zapomniał, że mówi, a słuchający byli uderzani po uszach, żeby nie przestawali słuchać. Niby bajka, a taka prawdziwa (jak zresztą większość bajek, które są zmyślone na początku i w środku, a prawdziwe na końcu – ta jest prawdziwa co kawałek). Tyle razy doświadczamy tego, że ludzie nie potrafią mówić jak należy. Mówią, a nie wiadomo, o co im chodzi, co chcą powiedzieć, czy w ogóle chcą coś powiedzieć. Mówi się czasami o takim: mówi i mówi, a nie mówi, co mówi (ulubione powiedzonko śp. Abpa Jerzego Ablewicza).

Potrzebne są i w naszym życiu różne pałeczki, czyli sposoby doskonalenia mówienia i słuchania, a także milczenia. „Jest czas mówienia i czas milczenia” – mówi Biblia (Koh 3,7). Zachariasz doświadczył tego drugiego, czyli milczenia, w następstwie swojego niedowiarstwa. Pamiętamy – prosił anioła o znak na potwierdzenie zapowiedzi narodzenia syna i otrzymał znak, który jednocześnie był karą – stał się niemy do czasu narodzenia Jana. Czas milczenia pomógł mu w tym, by nauczyć się rozmawiać z Bogiem i należycie przyjmować dary, którymi Bóg chciał obdarzyć jego i jego rodzinę. Gdy przyszedł dzień nadania imienia obiecanemu dziecku, Zachariasz napisał je na tabliczce. „A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga” (Łk 1). Już nie potrzebował znaków, wystarczyło milczenie i czekanie. Tak to sam Pan Bóg nas nieraz uczy, jak mamy do Niego mówić i jak mamy Go słuchać.

Dlatego choć możemy się modlić swoimi słowami, wiele modlitw czerpiemy z Biblii, nawet sam Jezusa nauczył najważniejszej z nich, czyli „Ojcze nasz”. Bo przecież, gdybyśmy polegali tylko na naszych pomysłach, to jak by wyglądały nasze modlitwy? Może by się zaczynały „Ojcze nasz”, ale potem od razu pewnie coś w rodzaju: napraw mi samochód, załataj dziurę w dachu, zagoń do roboty mojego chłopa, spraw, żeby moje dziecko miało świadectwo z paskiem, żeby sąsiadowi wyrosły piękne… chwasty… O, przypomniał mi się wierszyk, który wygłosiłem jakieś 55 lat temu na dożynkach w naszym kółku rolniczym (wzięli mnie nie z powodu talentów artystycznych, tylko chyba przez to, że mieszkaliśmy tuż za płotem). A wierszyk był z grubsza taki (już zaczynam starsze rzeczy pamiętać lepiej niż nowe, ciekawe, co to oznacza…):

                    Dej dyszcz Panie Boże,

                    Ale tylko na moje zboże

                    I na sąsiada siano –

                    Zmocz mu je jeszcze dziś rano.

Nie za mądry ten wierszyk był (ja wtedy też niewiele mądrzejszy, nie wiem, czy się to poprawiło…), do tego prześmiewczy i nieco złośliwy, ale czy aż taki zmyślony, czy całkiem nieprawdziwy? Czy nasze modlitwy bez Boskiego wsparcia nie zmieniłyby się w prośbę czy polecenie: Ojcze nasz, daj mi władzę, ja wszystkim pokażę, jak się rządzi i kto tu rządzi. Bez Jezusowych wskazówek pewnie mało kto by doszedł do „święć się imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja”, czy „zbaw nas ode złego”, bo my byśmy tylko prosili: „wybaw mnie od tego, co niemiłe, bolące czy trudne”.

Ufajmy modlitwom, których uczy nas sam Bóg. Dzięki nim łatwiej trafimy do naszego Stwórcy, a i Jego stworzeniu łatwiej okażemy dobro w swoich słowach. W ogóle dbajmy, by również słowa wypowiadane do ludzi były jak najlepsze, żeby jak najlepiej do nich trafiały. I wtedy, gdy dotyczą ważnych rzeczy, i wtedy, gdy służą rozrywce czy jakiemuś miłemu spędzeniu wspólnego czasu. Starajmy się też o to, żeby słuchać, kiedy do nas mówią. Jeśli są to rzeczy ważne, trzeba słuchać uważnie, czasem się dopytać, o co dokładnie chodzi,  jeśli mniej ważne, to zwykła życzliwa uwaga na pewno wystarczy. Tak czy inaczej szanujmy mowę i próbujmy ją doskonalić cały czas. Ja np. lubię, gdy się zdarzy, że coś opowiadam, a słuchacz, np. jakiś kolega, mi przypomni: to już mówiłeś. Owszem, to upomnienie, które znaczy: nie nudź chłopie! Ale to też świadczy o tym, że pamięta, co mówiłem i chce, żeby rozmowa była jak najciekawsza dla obu stron. To taki drobiazg, ale gdzie się da, dbajmy o rzeczy wielkie i o drobne też.

Pielęgnujmy też zwykłą grzeczność – w domu, w szkole, w pracy, na ulicy i nawet w sieci. Maria Antonina, królowa Francji, która została ścięta, wchodząc na szafot, gdzie czekał na nią kat,  nadepnęła mu na nogę. I powiedziała: "Przepraszam, monsieur, zrobiłam to niechcący". Tak się zachowała idąca na śmierć królowa. A my nieraz zapominamy o grzeczności, jak się kto krzywo popatrzy albo coś nam nie pasuje, choć nikt by nie doszedł, co to takiego.

Przypomnijmy słowa Jezusa: „ A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu” (Mt 12,36). Napisał też św. Paweł: „I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko [czyńcie] w imię Pana Jezusa” (Kol 3,17). Podobnych wypowiedzi jest w Biblii ponad 30. Z Bożą pomocą czyńmy nasze słowa użytecznymi z punktu widzenia miłości bliźniego. Czasem nie ma z tym najmniejszego problemu, czasem trzeba nieźle kombinować, żeby nie popsuć czegoś swoim gadaniem. Nie ma tu prostych reguł i sposobów, ale też nie ma przeszkód, żeby tę sferę miłości bliźniego doskonalić nieustannie.

Wspomnijmy jeszcze słowa Izajasza z dzisiejszego pierwszego czytania: „Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie” (Iz 49,2). Miecz i strzała, najbardziej skuteczna wówczas broń, miecz w bliskim starciu, strzała na odległość. Tak i nasze usta mogą stać się narzędziem zwyciężania zła i utwierdzania dobra w najbliższym otoczeniu i na odległość też.

Na koniec przypomnijmy, że mówić trzeba do kogoś, kto nas najlepiej słucha i rozumie, a słuchać trzeba najbardziej kogoś, kto nas najlepiej zna. Gdyby ktoś zapomniał o Kim mówię, przypomnę słowa dzisiejszego psalmu:

Przenikasz i znasz mnie, Panie,
Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
Z daleka spostrzegasz moje myśli,
przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę,
i znasz moje wszystkie drogi.

Amen.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież