LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

   

Ciekawe Linki  

   

Akademia jest dla tych, którzy sami się już trochę potrafią uczyć, choć pod przewodnictwem nauczycieli i mistrzów. Dziś mamy ich co najmniej czworo: Izajasza, św. Pawła, Jezusa, a do nich dołącza jeszcze kobieta kananejska. Oni nas uczą patrzeć na nasze własne życie i na życie innych ludzi tak, byśmy nieustannie postępowali w wierze. Nasi dzisiejsi nauczyciele zwracają uwagę na to, że wielu dobrych rzeczy możemy się uczyć od innych, czasem od obcych, zdawałoby się, że gorszych, a w rzeczywistości bogatych w wiarę i inne cnoty.

Izajasz przypomina, że Bóg nie wyklucza cudzoziemców z grona przeznaczonych do zbawienia, a w tamtych czasach religia była biblijna była związana z narodem żydowskim. Bóg ich wybrał – nie dlatego, że byli lepsi od innych narodów, tylko taka była po prostu Jego wola. Nie odrzucała ona obcych, tylko dawała im inną drogę do zbawienia. Izajasz, prorok mesjański, bo bardzo wiele pisał o Mesjaszu, zapowiada powszechne wezwanie do wiary, które przyniósł Jezus. Ale już wtedy przypominał i Żydom, i cudzoziemcom, że każdy, kto zachowuje prawo Boże i postępuje zgodnie z sumieniem, ma przystęp do Boga.
Nawet dla Żydów ci cudzoziemcy mogli być przykładem! Oj, ten Izajasz to był odważny facet, nawet swoich się nie bał. Może i nam się tak przytrafić – ludzie obcy, nawet i obcy w wierze, mogą nas zachęcać do dobra. W szkole podstawowej mieliśmy kolegę, który był niewierzący, był też chyba synem jakiegoś dostojnika partyjnego. Pozostali byli wierzący. Pamiętam – przynajmniej raz, ale może to się parę razy zdarzyło – jak dokazywaliśmy trochę w klasie. W dzieciństwie byłem dość wesoły, teraz nareszcie spoważniałem. Nasze dokazywanie czasami denerwowało nauczycieli, takie to dzieci wtedy były… I właśnie ten kolega powiedział do nas: - Jak wy, wierzący, możecie się w ten sposób zachowywać? Przecież macie miłować bliźniego (czy jakoś tak, nie pamiętam, jak to uzasadnił). I pomogło, przynajmniej wtedy. Podobnego argumentu użył nasz nauczyciel wf-u, on z kolei porządny katolik, w liceum, w odniesieniu do lektorów, bo nas kilku w klasie było. Też pomogło.
W Kościele Jezusowym na początku był dość ostry podział między chrześcijanami pochodzenia żydowskiego i pochodzenia pogańskiego. W Liście do Rzymian św. Paweł zachęca jednych i drugich do współzawodnictwa, które ma przynieść zbawienie. Miłość bliźniego to nie jest gapienie się z zachwytem na innych i dbanie tylko o ich sprawy. To wspólne doskonalenie. Na nic by się nie przydał, powiedzmy, Robert Lewandowski (to taki piłkarz jest, jakby kto nie widział), jakby siadł na trybunach i bił brawo wszystkim innym piłkarzom. On ma grać, kiwać i biegać, strzelać gole i robić takie różne zwycięskie gesty. Jest taki dowcip o piłce nożnej:
- Dlaczego ludzie tak bardzo kochają futbol?
- Bo podczas meczu miliony biedaków mogą bezkarnie szydzić z 22 milionerów.
Dowcip jak dowcip, ale drodzy b. i s., w naszych zawodach, w naszym biegu do Królestwa Niebieskiego, to my jesteśmy milionerami. W dobrych zawodach występujemy (to znowu słowa św. Pawła) i Pan obdarza nas milionami łask, gdy razem z innymi biegniemy do mety, ścigamy się z innymi w tym co dobre i święte, nie po to, by odebrać im nagrodę, ale żeby wspólnie nabyć jak najlepsze umiejętności. Jak np. w miłości, gdy ktoś kocha kogoś mocno, mądrze, głęboko, czyli po ludzku i po Bożemu, to przecież bardzo pomaga w tym, żeby i ten kochany pokochał mocniej.
W Ewangelii dzisiejszej mamy po prostu mistrzostwo świata! Najlepszym autorem przypowieści był oczywiście sam Jezus, ale pewnego razu przytrafiła się równie pomysłowa kobieta kananejska, czyli znowu obca, nie Żydówka. Na jej prośbę o uzdrowienie dziecka, Jezus odpowiada bardzo ostro: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom, a rzucić psom”. I to jeszcze chodziło o tamte psy, bo dziś pies to chleba nie zawsze tknie i w ogóle trzeba o niego dbać, prowadzać, żaden nie może być bezpański, tylko każdy pański. Wtedy pies był raczej zwierzęciem poddanym człowiekowi i wiele nie znaczył. Niewiele też znaczyli poganie w oczach Żydów i Jezus wyraził to w tak surowy sposób. Może jednocześnie sam posłał anioła, który kobiecie podszepnął odpowiedź. Ona bowiem odrzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów”. Czy anioł podpowiedział, czy nie, słowa kobiety wyrażają ogromną wiarę – wiarę w moc Jezusa i w to, że przyszedł on do wszystkich, nie tylko do tych, którzy uważali się za wybranych.
„Wielka jest twoja wiara”, tak Jezus do niej powiedział. Patrzmy na ludzi, słuchajmy ich – jest wielu, których wiara jest wielka. Wielka to znaczy mocna, mądra, zakorzeniona w sercu, w życiu, w nadziei. Umiejmy się, jak Jezus, zachwycać taką wiarą i uczyć się jej. Oczywiście nie każdy chłop, co się do nas odezwie, to od razu apostoł, a każda kobita, to od razu Kananejka, sami nie zawsze mądrze gadamy. Ale jednak ziarna wiary, nadziei i miłości są rozsiane po tym świecie. Były ostatnio dożynki, dziękczynienie Bogu za plony ziemi, za chleb. Umiejmy jeszcze bardziej dostrzegać i zbierać plony duchowe, których jest tak wiele, bylebyśmy byli dobrymi żniwiarzami, którzy ziarna szukają na roli, a nie na ugorach czy w krzakach. Nie marnujmy tych przypowieści, które możemy i dziś odnaleźć w słowach i uczynkach naszych bliźnich. Wykorzystujmy je dla chwały Bożej i naszego doskonalenia. Amen.

Ks. Zbigniew Wolak

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież