Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

   

LOKALIZACJA

   

LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

Dziś wysłuchaliśmy jednej z najbardziej znanych przypowieści ewangelicznych – o miłosiernym Samarytaninie. Uczony w Prawie, czyli znawca nauki Starego Testamentu, pyta Jezusa, jak może osiągnąć życie wieczne. Jezus prosi go o przytoczenie zapisu prawnego i uczony przytacza przykazanie miłości, które kończy się słowami: „miłuj swego bliźniego jak siebie samego”. Jezus mówi mu: spełniaj to przykazanie. A on, żeby się usprawiedliwić, zapytał, kim jest bliźni. Okazało się, że było to bardzo mądre pytanie, bo dzięki niemu lepiej możemy zrozumieć naturę miłości. 

Popatrzmy na dzieło Samarytanina. „Był w podróży”, jak powiedział Jezus, więc pewnie był wyposażony w to, co w takiej sytuacji jest potrzebne. Miał zapasy, bydlę jako środek transportu, pewnie coś do obrony przed zbójcami, bo i to był niemały problem. Pamiętamy, jak Jezus powie później apostołom: „Kto ma trzos, niech go weźmie, tak samo torbę, a kto nie ma, niech sprzeda swój płaszcz i niechaj kupi miecz!” Drogi były o wiele bardziej wtedy niebezpieczne i zamiast potępiać kapłana i lewitę, raczej podziwiajmy zaradnego, odważnego i miłosiernego Samarytanina. 

Zajął się napotkanym rannym w możliwie najlepszy sposób. Najpierw udzielił pierwszej pomocy: „podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem” (warto zapamiętać, zwłaszcza, że pisze o tym Łukasz, praktykujący lekarz), potem wsadził do karateki, czyli na swoje bydlę i zawiózł na pogotowie, czyli do gospody. Tam go pielęgnował, czyli był jak lekarz dla pacjenta. Jak się mu poprawiło, to oddał go pod opiekę gospodarza, czyli zostawił w szpitalu, ale w prywatnym, bo innych nie było. Zapłacił za dotychczasowy pobyt i obiecał pokryć przyszłe wydatki. I co widzimy? Gospodarz też stał się bliźnim! Przecież mógł powiedzieć: „Nie ma kasy, nie ma chaty. Nie będę go za darmo trzymał. Business is business”. A on się zgodził. Samarytanin pewnie przewidywał, że gdy będzie wracał, człowieka, którego ratował, już nie będzie. Wyzdrowieje, podziękuje gospodarzowi, przekaże podziękowania swojemu wybawcy i wróci do domu, bo przecież jego bliscy z coraz większym niepokojem, albo i rozpaczą, czekają na jego powrót. 

Miłość miłosierna nieraz właśnie na tym polega– zrobić, co trzeba, i gdy już pomoc nie jest potrzebna, iść dalej swoją drogą. Wdzięczność jest bardzo ważna, ale nie żądajmy jej za wiele,  i o tym swoim czynem przypomina miłosierny Samarytanin. Jednak pamiętajmy też proste słowa św. Pawła: „I bądźcie wdzięczni”. Mało co rani tak bardzo jak ciągły – można powiedzieć: bezczelny – brak wdzięczności za okazywane dobro. Przecież bliźni to nie tylko ten, komu pomagamy, ale i ten, kto nam pomaga. Nie bądźmy nigdy niewdzięczni, to wielki grzech przeciwko miłości. 

Miłować to także widzieć dobro, które inni czynią. Nam się zdarza, że wszystko, co dobre przypisujemy sobie, a wszystko, co złe – innym. I to nieraz całkiem szczerze – bo najpierw oszukujemy samych siebie, uważając się za doskonałych, a potem próbujemy przekonać o tym innych. Może ten kapłan i lewita też sobie jakoś wzniośle wytłumaczyli swoją ucieczkę od człowieka będącego w potrzebie. 

Następnie – wzorując się na przypowieści – wciągajmy do pomocy, do miłości bliźniego innych, jak Samarytanin włączył w ratowanie ofiary zbójców właściciela gospody. Miłować bliźniego to nie tylko samemu czynić dobro innym, ale też dawać im okazję, zachętę do dobrych uczynków. 

Uczmy się pomagać tak, żeby było z tego jak najwięcej pożytku. Głodnego nakarmić, ale jak poje, pozwolić, zachęcić, żeby robił swoje. Pamiętamy słowa św. Pawła: „Kto nie chce pracować, niech też nie je”. Zatem najlepsze miłosierdzie okażemy leniowi, gdy go do roboty zapędzimy. Różne sytuacje wymagają różnego rodzaju czynów miłości. Zdarza się nawet tak, że ktoś chce by dobry, a w rzeczywistości bardziej szkodzi niż pomaga. Raz jakiś polityk, chyba hinduski, w czasie swojego przemówienia nawiązując do „pomocy” ze strony USA zawołał: „Na litość boską, przestańcie nam pomagać!” Nie pamiętam, o co tam szło, ale my sami starajmy się i módlmy się o serce dobre i mądre. Ta wyobraźnia miłosierdzia, o której mówił Jan Paweł II, to praktyczne zastosowanie darów Ducha Świętego: mądrości, rozumu, rady, umiejętności w zastosowaniu do naszych relacji z innymi. Pamiętajmy, że dzisiejsza przypowieść jest odpowiedzią na pytanie uczonego w Prawie, czyli kogoś, kto się naprawdę przejmował tym, co Bóg objawił w Piśmie Święty. Niech to pragnienie i nas napełnia – prośmy Boga, Jezusa, Ducha Świętego o mądrość serca i o miłość, która tę mądrość wprowadzi w życie. 

Na zakończenie wspomnijmy jeszcze jedne słowa z dzisiejszej przypowieści. Oto Samarytanin widząc tego na wpół umarłego człowieka „wzruszył się głęboko”. Niech i nas to, czym się głęboko wzruszamy, zachęca do miłosierdzia. Przykład: 

2 maja 1962 r. w lokalnej gazecie w San Francisco (S F Examiner) pojawiło się dramatyczne ogłoszenie: „Nie chcę, aby mój mąż umarł w komorze gazowej za zbrodnię, której nie popełnił. Ofiaruję 10 lat swojej pracy jako kucharka lub gospodyni prawnikowi, który podejmie się obrony mojego męża przed zarzutami”. 

Ogłoszenie to poruszyło jednego z najwybitniejszych prawników z tego miasta, Vincenta Halliana, który podjął się obrony Roberta Lee Kidda oskarżonego o zamordowanie starszego handlarza antykami. Policja stwierdziła, że został on zabity mieczem, na którym znaleziono odciski oskarżonego. Trudno o mocniejszy dowód zbrodni. Jednak adwokat Vincent po dokładnym badaniu wykazał, że handlarz nie został zabity mieczem, a odciski oskarżonego były pamiątką po tym, jak podczas wizyty w sklepie z przyjacielem zabawiali się udawanym pojedynkiem. Sąd po 11-godzinnej rozprawie uznał Roberta za niewinnego. Natomiast adwokat Vincent Hallian nie zgodził się na to, żeby żona Roberta odpracowała przysługę zgodnie z ofertą ogłoszoną w gazecie. 

Jak Samarytanin uratował napadniętego przez zbójców, tak Vincent uratował sprawiedliwego przed zaliczeniem go do zbójców. A tyle innych dobrych uczynków czeka na spełnienie. „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało”. Módlmy się o robotników i sami bierzmy się do tej miłosiernej roboty. Bo do tego jesteśmy stworzeni, uświęceni i umocnieni. Amen.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

   
cpr certification online
cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online